Niezwykła akcja w Słowińskim Parku Narodowym. Ratownicy SAR i strażacy wyciągali krowę na desce ortopedycznej!
Do niebywałego i zaskakującego zdarzenia doszło w minioną niedzielę na Pomorzu. Ponad 25 osób walczyło o życie krowy, która topiła się w jeziorze Łebsko — trzecim co do wielkości akwenie w Polsce. Choć po kilku godzinach poszukiwań ratownicy zaczęli tracić nadzieję, finał historii okazał się szczęśliwy. Wyczerpane zwierzę transportowano przez bagna na… desce ortopedycznej.

Dramatyczna walka z czasem i bagnistym terenem rozpoczęła się około godziny 14:00, kiedy służby otrzymały pierwsze zgłoszenie. Na ratunek natychmiast ruszyli strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej oraz Brzegowa Stacja Ratownicza (BSR) z Łeby, podlegająca Morskiej Służbie Poszukiwania i Ratownictwa (SAR).
Chwile zwątpienia i kluczowy sygnał od wędkarzy
Akcja ratunkowa od początku była ogromnym wyzwaniem logistycznym ze względu na gigantyczny obszar jeziora Łebsko. Po dwóch godzinach bezskutecznych poszukiwań na wodzie, ratownicy zaczęli obawiać się najgorszego.
— Poddaliśmy się, myśląc, że krowa po prostu utonęła — przyznał w rozmowie z TVN24 Sebastian Kluska, dyrektor Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa.
Przełom nastąpił o godzinie 17:00. To wtedy wędkarze zaalarmowali służby, że zauważyli dryfujące zwierzę u ujścia rzeki Łeby. Ratownikom i strażakom udało się błyskawicznie zlokalizować wycieńczoną krowę i bezpiecznie wyciągnąć ją na brzeg. Prawdziwe problemy techniczne zaczęły się jednak dopiero po wyjściu z wody.
900 metrów przez bagna na desce ratunkowej
Zwierzę odnaleziono w głębi Słowińskiego Parku Narodowego. To niezwykle dziki, bagnisty i niedostępny teren, na który nie miał szans wjechać żaden ciężki sprzęt. Krowa była tak potwornie zmęczona kilkugodzinną walką o życie w wodzie, że nie była w stanie ustać na własnych nogach.
Ratownicy musieli wykazać się ogromną kreatywnością. Wspólnie z zastępem OSP Łebieniec ułożyli ważące kilkaset kilogramów zwierzę na standardowej desce ortopedycznej — dokładnie takiej, jakiej używa się w pogotowiu do transportu rannych ludzi. Następnie, siłą własnych mięśni, przeciągnęli krowę przez blisko kilometr zdradliwych bagnisk w bezpieczne miejsce, gdzie czekali już właściciel oraz weterynarz.
„Krówka czuje się fantastycznie”
Dyrektor SAR podkreślił, że choć służby ratowały już z wody wilki czy psy, tak wielkie zwierzę stanowiło dla nich absolutny debiut. W całą akcję zaangażowało się około 25 osób. Trud i ogromne zmęczenie opłaciły się. Po dotarciu do bazy weterynarze podali czworonogowi zastrzyki witaminowe i kroplówki wzmacniające.
— Po zastrzykach krówka naprawdę czuła się fantastycznie — podsumował z uśmiechem Sebastian Kluska, chwaląc determinację, doświadczenie i niesamowitą siłę swoich ludzi.