Odbiło go od jadącego tramwaju. Przerażające nagranie z Warszawy ku przestrodze [WIDEO]
Do mrożących krew w żyłach scen doszło na warszawskim Żoliborzu. Pieszy tak mocno wpatrywał się w ekran swojego telefonu, że wszedł prosto pod jadący tramwaj. Mężczyzna miał nieprawdopodobne szczęście – dosłownie odbił się od boku wagonu i przeżył. Tramwaje Warszawskie opublikowały nagranie z monitoringu ku przestrodze, przypominając o pladze tzw. „smartfonowych zombie”.

Niewiele brakowało, by rutynowe wyjście z domu zakończyło się tragedią u zbiegu ulic Broniewskiego i Matysiakówny. Na opublikowanym przez stołecznych tramwajarzy filmie widać pieszego z opuszczoną głową, który zorientował się o grożącym niebezpieczeństwie dopiero w momencie zderzenia z tonami stali.
Iluzja pełnej kontroli
Rzecznik Tramwajów Warszawskich, Witold Urbanowicz, przyznaje, że motorniczowie regularnie zgłaszają sytuacje z nieostrożnymi pieszymi. Zjawisko to potwierdzają również inni uczestnicy ruchu drogowego, w tym rowerzyści. Złudzenie, że kontrolujemy sytuację, patrząc w telefon, bywa zgubne.
— Czasami coś bardzo mocno rozproszy nas w telefonie i wtedy wchodzą zupełnie inne emocje: napięcie, zdenerwowanie, stres. W związku z tym ta uwaga jest rozproszona, bo nie kontrolujemy tego, co się dzieje, choć wydaje nam się, że mamy nad tym kontrolę — wyjaśnia psycholożka Kinga Rochala.
Tramwaj nie zatrzyma się w miejscu
Eksperci przypominają, że starcie z pojazdem szynowym nie daje człowiekowi najmniejszych szans. Droga hamowania kilkudziesięciotonowego składu jest znacznie dłuższa niż samochodu osobowego. Co więcej, gwałtowne hamowanie motorniczego stwarza ogromne zagrożenie dla pasażerów wewnątrz pojazdu, którzy lecą na podłogę i mogą odnieść ciężkie obrażenia.
Warto pamiętać, że korzystanie z telefonu w sposób ograniczający obserwację drogi podczas wchodzenia na pasy jest w Polsce nielegalne. Za to przewinienie grozi mandat w wysokości 300 złotych. Tylko w tym roku stołeczna policja ukarała już kilkadziesiąt osób, jednak statystyki pokazują, że problem wciąż narasta.